- Zapomnij, że to powiedziałam - rzekła.

jesteś?
- Josh? Serce mu zabiło, ale ciało nawet nie drgnęło. Głos był stłumiony. Specjalnie? A może to tylko wyobraźnia podpowiada mu najgorsze? Znów spróbował przekręcić głowę. I znów się nie udało. - Josh? Słyszysz mnie? - Ktoś go wołał. Miękko. Kusząco. I złowieszczo. Może ktoś przyszedł mu na ratunek? Nie, nie ma się co łudzić. Gdyby ktoś chciał mu pomóc, działałby dużo energiczniej. Więc jeśli naprawdę ktoś tu jest - i nie jest to wytwór jego wyobraźni - to z pewnością ma złe zamiary. Boże, pomocy! Na nadgarstku poczuł chłodne palce. Wstrząsnął nim dreszcz. Ktoś masował mu przedramię. Sprawdzał puls? Kto to jest u licha? Czy ja wyglądam na trupa? Nie mógł ruszyć głową. Gdyby chociaż kątem oka zdołał zobaczyć, kto przy nim stoi. Lekarz? O, tak, Boże. Nagle poraził go mocny strumień światła skierowany prosto w oczy, jakby ktoś chciał sprawdzić reakcję źrenic. Rozpaczliwie próbował coś zobaczyć, mimo rażącego światła wwiercającego się w mózg. Miał nadzieję, że uda mu się cokolwiek dostrzec. Niestety, nic z tego. Zobaczył jedynie rozmazany zarys palców w gumowych lekarskich rękawiczkach i smugę dymu z papierosa. Na miłość boską, przestań mnie straszyć i zabierz do szpitala! Latarka zgasła i zapanowała ciemność. Przed oczami zostały mu świetlne kręgi. Pusta szklanka potoczyła się po biurku i spadła miękko na dywan. Widocznie ją potrącił bezwładną ręką. Czyjeś chłodne palce wciąż masowały mu nadgarstek, ale ledwie czuł ich dotyk, z trudem usiłując zachować przytomność. Żyję, idiotko, nie widzisz? Zabierz mnie do szpitala. Chciał krzyknąć, ale słowa uwięzły mu w krtani. Słyszał tykanie zegara w holu, szept wiatru dochodzący zza oszklonych drzwi - pamiętał, że zostawił otwarte - i bicie własnego serca. O dziwo, nie łomotało ze strachu jak oszalałe. Biło ciężko, leniwie. Może to jednak sen? Cała ta sytuacja wydawała się surrealistyczna. Trochę jak film puszczany w zwolnionym tempie. Teraz palce w rękawiczkach podciągały rękaw jego koszuli. Materiał przesuwał się powoli, odsłaniając przedramię. Co u diabła? Spojrzał w bok, ale dostrzegł tylko ruszające się cienie, ciemną postać i błysk... metalu? O Boże! Ostrza cienkie jak żyletki. Dwa ostrza. Nożyczki. Chirurgiczne? Ale... Strach wzburzył mu krew. Z całych sił spróbował poruszyć ręką. Stopami. Jakąkolwiek cholerną częścią ciała. Ale nie mógł. Mógł tylko leżeć tak z głową na biurku, czekając, co przyniesie mu los. Los zjawił się pod postacią cienia z nożyczkami. To jakieś szaleństwo. Po co te nożyczki? Na pewno nie wróżą nic dobrego. Usłyszał metaliczne szczęknięcie i zobaczył guzik odpadający od mankietu. Ze strachu omal nie zabrudził spodni. Rękaw podciągnięto jeszcze wyżej, odsłaniając całe ramię. Błysk ostrza i... Ciach!
– Świetnie – mówię sobie. – Rick Bentz kręci się w kółko, wyszukuje stare przyjaciółki
– Mam wrażenie, że wcale jej nie znalem. – Niedopowiedzenie roku.
domu.
– Albo on. – Tony zmarszczył brwi, skupił się, zachowywał się tak, jakby bał się udzielić
101
– Ona?
Psiak pobiegł za nim. – Chodź, zapraszam na piwo.
– Wiesz, że nie znam jej nazwiska – przypomniał Hayesowi.
Łódź nie stanęła w płomieniach. Ani przed, ani po wizycie porywaczki.
– Wydawało mi się, że chciałaś, żebym się otworzył i powiedział ci, co mnie gnębi.
– Mamy duży problem – zaczęła zaczepnym tonem. – Coś jest nie tak z tym biletem. Jeśli
bawełnianym ręcznikiem. Ciągle bez ubrania pochylam się i suszę włosy suszarką, której
nowe prawo budowlane

spódnicą.

Zbierała poszczególne zdjęcia wypływające z klatki. – Nie, nie, nie! Tak nie może być! Nie
– Cholera.
O Boże.
otwarcie salonów kosmetycznych zasady

takiego, ale zaraz pomyślał, czego jeszcze o niej nie wie.

własnego cienia.
- Chciałam uprzedzić Emmę. - Nagle spoważniała. - Ma dość zmartwień, żeby
Kilcairn zamknął drzwi.
easy to get unitedfinances online same day loans for bad credit from trusted lender

Zmrużyła oczy z wyrachowaniem. Po chwili podjęła decyzję, westchnęła.

- Albo ty mnie - odparł Robert i dał znak kelnerowi.
Zdumiewały ją własne odczucia. Była zła na siebie, że obecność tego człowieka wprowadza ją w taki stan. Odsunęła się od niego i podeszła na skraj tarasu.
- Kochacie się - rzuciła z kpiną w głosie. - Zależy wam na sobie, tak?
blazepod